Jakie pierwsze skojarzenie przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o średniowieczu? Zamki, księżniczki i rycerze — rzecz jasna. Jeśli chodzi o zamki, będzie nas interesował jeden, „Mysia wieża” w Kruszwicy. Księżniczki na razie pomińmy, a skupmy się na rycerzach. Zatem jacy byli? Czy, jak uczą nas w szkołach, to zakuci w lśniące zbroje, honorowi, dumni wojownicy? A może to dzikie, krwawe bestie, grasujące wyłącznie wśród wycia wiatru i w blasku błyskawic? Takie obrazy podsuwają nam popularne seriale filmy i gry komputerowe. Rycerze bez skazy, czy rycerze rozbójnicy?

Właściwie nie ma powodów do zgorszenia. Średniowiecze to epoka wielkich kontrastów. Obok wzorów cnót wszelakich musiały i pojawić się niecnoty. Czy byli to Raubritterzy, rycerze rozbójnicy? Niekoniecznie. Ich postępowanie trudno oceniać poprzez współczesne, zupełnie inne normy i zwyczaje. Chociaż nie ulega wątpliwości — mieli na rękach krew niewinnych ofiar. Najlepiej wyrobić sobie samemu opinię, ale do tego celu będziemy potrzebowali ekspresowego kursu średniowiecznej historii Polski.

Powiększ

Kik-05_p13_01
Zbójcerze śpiewają. Kadr z komiksu Janusza Christy "Kajko i Kokosz. Wielki turniej".

Rycerze rozbójnicy, czyli kujawscy zbójcerze!

Naszym przewodnikiem po owych burzliwych czasach będzie „Kronika” Janka z Czarnkowa. „Kronika” opisuje wydarzenia z historii Polski, jakie rozegrały się w latach 1370-1384. To burzliwy okres rywalizacji o koronę Polski po śmierci ostatniego króla z dynastii Piastów, Kazimierza Wielkiego. Bądźmy jednak czujni — Janko z Czarnkowa nie był bezstronnym, obiektywnym świadkiem wydarzeń. Wręcz przeciwnie! Był czynnym politykiem, oddanym Kazimierzowi Wielkiemu, który swoje zaangażowanie przypłacił karą banicji — został zmuszony na pewien czas opuścić Polskę. Jakież przewiny popełnił Janko z Czarnkowa? Otóż ni mniej, ni więcej tylko próbował wykraść z grobu Kazimierza Wielkiego insygnia królewskie — koronę, berło i jabłko.

Bezkrólewie

Janko z Czarnkowa w swojej „Kronice” często używa określeń typu „zdrajca” lub „oszust”. Chciałoby się rzec: ciężki styl na ciężkie czasy. W rzeczy samej.

Powiększ

pieczec-ludwika
Pieczęć Ludwika Węgierskiego. Fot. Domena publiczna.

Po śmierci Kazimierza Wielkiego, a później jego następcy Ludwika Węgierskiego Polska stanęła w ogniu wojny polsko-polskiej.

Teoretycznie wszystko miało być proste i jasne, potwierdzone traktatami. W 1338 / 1339 roku, na zjeździe w Wyszehradzie, Kazimierz Wielki ustalił, że w razie jego bezpotomnej śmierci władzę w Polsce obejmie Ludwik Węgierski z dynastii Andegawenów. Kazimierz Wielki zmarł 5 listopada 1370 roku. Na wieść o tym Ludwik błyskawicznie przybył do Krakowa i już 17 listopada w Krakowie (mimo że w Gnieźnie czekał na Ludwika Węgierskiego tron pokryty złotogłowiem) został koronowany na króla Polski. Skąd ten pośpiech?

Otóż będąc w sędziwym wieku Kazimierz Wielki świadomy, że nie uda mu się spłodzić męskiego potomka, próbował wymigać się z postanowień zjazdu w Wyszehradzie. W tym celu testamentem usynowił swojego wnuka, Kazimierza IV słupskiego! Miał on objąć tron po śmierci Ludwika Węgierskiego, który męskiego potomka nie posiadał. Brawurowy plan spalił na panewce. Testament króla został (rękoma rycerstwa małopolskiego) obalony, a Kazimierz słupski został później wiernym lennikiem Ludwika Węgierskiego. Nasilała się rywalizacja stronnictw politycznych — Wielkopolskich „legitymistów” zainteresowanych przede wszystkim sprawami Pomorza (do nich zaliczał się nasz kronikarz Janko z Czarnkowa) i rosnących w siłę prowęgierskich Małopolan. Koronacja przeprowadzona w Krakowie pokazała jednoznacznie rosnącą dominację Małopolan.

Sytuacja była tak napięta, że Ludwik Węgierski musi osobiście udać się do Wielkopolski. 8 grudnia 1370 wydał w Gnieźnie potwierdzenie przywilejów wystawionych dla Kalisza — co spotkało się z pozytywnym odzewem mieszczan, ale niespecjalnie wzruszyło rycerstwo. Objazd po wzburzonej dzielnicy nie odniósł oczekiwanych skutków. Wśród wielkopolskiego rycerstwa zaczął rozwijać się sentyment do „króla Piasta”. Ba, do kraju został sprowadzony ostatni kujawski Piast, Władysław Biały, bohater naszej wcześniejszej opowieści.

I oto pojawił się pierwszy bohater, którego moglibyśmy nazwać kujawskim zbójcerzem. Bo, pomimo całej sympatii, jaką darzę ową postać, jak inaczej nazwać rycerza, który podstępem zdobył zamek w Złotorii i otoczywszy się „włóczęgami i biedakami, ludzi silnego i hartownego ciała” bez pardonu łupił Kujawy, grając na nosie całemu królestwu. W Złotorii pojawił się także Bartosz z Odolanowa, wówczas który porządnie wlał Władysławowi Białemu. Jeszcze do Bartosza wrócimy. Tymczasem tajemniczo dodamy, że „trafił swój na swego”. Na marginesie dodajmy, że pod Złotorią śmiertelną, jak się później okazało, ranę odniósł Kazimierz IV słupski, który zmarł na początku 1377 roku.

Powiększ

Polish_Angevin_coat_of_arms
Zapinki z herbami Polski i Węgier, własność Elżbiety Łokietkówny. Fot. Domena publiczna

Ludwik Węgierski prędko opuścił Polskę. Zabrał ze sobą polskie insygnia koronacyjne, a rządy regencyjne powierzył swojej matce Elżbiecie Łokietkównie. Jeśli Wielkopolanie liczyli, że Elżbiecie (w końcu córce Władysława Łokietka) uda się jakoś załagodzić konflikt, srodze się zawiedli. W drugiej połowie 1371 roku mimo sprzeciwu Wielkopolan dokonała zmiany na urzędzie starosty wielkopolskiego. Usunięto Grzymalitę Przecława z Gułtów, a mianowano zwolennika Andegawenów, Małopolanina Ottona z Pilicy. Wobec nieprzychylnego przyjęcia Otton już w 1372 został zmuszony do złożenia stanowiska. Nowym starostą został pochodzący z Wielkopolski Sędziwój z Szubina.

Tu należy się na chwilę zatrzymać. Nie można bowiem rywalizacji Wielkopolski i Małopolski sprowadzać wyłącznie do kwestii ambicji i obsady stanowisk. Wzajemna, jawna wrogość trwała od co najmniej od połowy XIV wieku, czyli konfederacji Maćka Borkowica. Mówiąc wprost, wraz ze wzmocnieniem Małopolski, Wielkopolska popadała w biedę — pisze się wprost o pogłębiającym się kryzysie gospodarczym tej dzielnicy. Tak więc niestety, rozbój stał się jednym ze źródeł dochodów. Nie ominęło to Kruszwicy. Co więcej, ze względu na pewne specyficzne cechy (o których później) można zaryzykować, że miasto to stało się dla zbójcerzy szczególnie ważne.

Gdzie dwóch się kłóci…

Powiększ

800px-Seal_of_Siemowit_III_Duke_of_Masovia_1371
Pieczęć Siemowita III. Fot. Domena publiczna.

Opisując skomplikowane dzieje polityczne czternastowiecznej Polski nie sposób pominąć przyczajonych, póki co Mazowszan. Do tej pory skupiliśmy się na Wielkopolanach i Małopolanach, ale Kazimierz Wielki miał również krewnych wśród książąt Mazowieckich. Czy oni nie mieli pretensji do tronu? Wróćmy zatem do pierwszych lat panowania Kazimierza Wielkego. W 1343 roku, w Rawie Mazowieckiej książęta mazowieccy, którzy byli lennikami króla czeskiego, wystawili dokument, w którym wystąpili jako „ewentualni sukcesorzy” Kazimierza Wielkiego. Z kolei 27 grudnia 1355 roku w Kaliszu Kazimierz Wielki przyjął od Siemowita III w hołdzie Mazowsze. W dokumencie hołdu znalazł się jednak zapis mówiący o tym, że gdyby Kazimierz Wielki zmarł bezpotomnie, księstwo płockie miało wrócić w ręce Siemowita III. Tak też się stało. Siemowit III nie zamierzał składać Ludwikowi Węgierskiego przysięgi wierności. Jego syn Siemowit IV poszedł o krok dalej — postanowił sięgnąć po polską koronę.

Rozpoczęła się prawdziwa gra o tron.

Wszyscy przeciwko wszystkim

Jeśli wydaje Ci się, że jedynym spokojnym, spośród rywali do korony Polski był Ludwik Węgierski, muszę Cię rozczarować. Nie był, ponieważ podobnie jak Kazimierz Wielki nie miał męskiego potomka. By utrzymać polską koronę w rękach swojej dynastii, zaaranżował małżeństwo swojej córki Marii oraz Zygmunta Luksemburskiego, syna cesarza Karola IV Luksemburskiego. Układ o małżeństwie zawarto w Wyszehradzie, w roku 1373. Maria miała wtedy dwa latka, Zygmunt pięć.

Za cenę ustępstw potwierdzonych przywilejem koszyckim (17 września 1374 roku) rycerstwo polskie uznało prawo córek Ludwika do dziedziczenia tronu polskiego. Nie minął jeszcze rok, gdy panowie polscy (między innymi znani nam Bartosz z Odolanowa i Sędziwój z Szubina) i węgierscy wspólnie przysięgali, że doprowadzą do małżeństwa i legalizacji związku Marii i Ludwika. Pamiętajmy, że wtedy jeszcze żył Kazimierz IV słupski. Bezlitosna polityka.

Powiększ

Ziemowit_4
Pieczęć Siemowita IV. Fot. Domena publiczna

Mało tego. Ludwik Węgierski musiał jakoś poradzić sobie z krnąbrnym Siemowitem IV. A ten nie zasypywał gruszek w popiele. W 1382 roku zmarł arcybiskup Janusza Suchywilka z rodu Grzymałów. To ważna, acz niejednoznaczna postać. Prawdopodobnie był współautorem pomysłu adopcji przez Kazimierza Wielkiego księcia Kazimierza IV słupskiego. Janusza Suchywilka miał także zostać wykonawcą królewskiego testamentu.

16 kwietnia 1382 roku pod presją Siemowita IV, który oblegał zamek kapituły w Łowiczu, na nowego arcybiskupa gnieźnieńskiego wybrano Dobrogosta z Nowego Dworu herbu Nałęcz, który wcześniej był kanclerzem na dworze Siemowita III.

Ludwik Węgierski słusznie obawiał się, że Dobrogost może koronować Siemowita na króla Polski i odmówić koronacji Marii i Zygmunta Luksemburskiego. Aresztował zatem Dobogrosta. Papież na żądanie Ludwika Węgierskiego 9 czerwca 1382 roku wyznaczył na arcybiskupa Bodzantę, herbu Szeliga, dotychczasowego zarządcę królewskiego w ziemiach krakowskiej i sandomierskiej.

Ludwik Węgierski zmarł wkrótce potem — 10 września 1382 roku. Arcybiskup Bodzanta, lojalny stronnik Andegawenów miał zgodnie z planem doprowadzić do koronacji Marii i Zygmunta Luksemburskiego.

W tym miejscu wypada nam przerwać opowieść. Trzeba zebrać siły, bo prawdziwe problemy dopiero przed nami.

O tym, w następnej części.

Inne wpisy o zbójcerzach

UWAGA:

To pierwsza część wpisu dotycząca kujawskich zbójcerzy – rycerzy rabusiów.

W tekście wykorzystano kadr z komiksu Janusza Christy „Kajko i Kokosz. Wielki turniej”. Pan Janusz Chista był także autorem wspaniałego określenia zbójcerze, które jest znacznie lepsze niż wydumane Raubritterstwo.

Mam nadzieję, że nikogo nie urażę, jeśli ośmielę się tym tekścikiem oddać hołd twórcy „Kajka i Kokosza”. Inaczej posiekajcie mnie na plasterki.

Ilustracja tytułowa zawiera iluminację z brewiarza Renauda de Bar z lat 1302-1303.

Podczas pisania tekstu skorzystałem między innymi z:

Łojko J., Wojna domowa w Wielkopolsce w latach 1382 – 1385, w: Gniezno. Studia i materiały historyczne, t. 2, Warszawa-Poznań 1987

Supruniuk A., Otoczenie księcia mazowieckiego Siemowita IV (1374 – 1426). Studium o elicie politycznej Mazowsza na przełomie XIV i XV wieku, Warszawa 1998.

Szweda A., Ród Grzymałów w Wielkopolsce, Toruń 2001.

Tęgowski J., Bezkrólewie po śmierci Ludwika Węgierskiego a geneza unii Polski z Litwą, w: Studia historyczne z XIII – XV wieku, red. Śliwiński J., Olsztyn 1995.

Mimo starań autora w tym tekście może pojawić się błąd lud pomyłka. Jeśli chcesz coś dodać, lub uzupełnić pisz śmiało michal@korzenie.org